Niektóre nowotwory stały się chorobami przewlekłymi, jak rak piersi u kobiet, białaczka szpikowa i ziarnica złośliwa. Od niedawna dla części pacjentów chorobą przewlekłą staje się również rak z przerzutami. To kolejny przełom w onkologii.

Onkolodzy od dawna powtarzają, że całkowite wyleczenia gwarantuje jedynie wczesne wykrycie raka, zanim jeszcze doprowadzi on do przerzutów. Pod tym względem nic się nie zmieniło: im szybciej zostanie wykryta choroba nowotworowa, tym lepsze są rokowania. Postęp w onkologii daje jednak coraz większe nadzieje na znaczne przedłużenie życia również chorym z rozsianym nowotworem.

Sukces chemioterapii

Przykładem jest rak jądra u mężczyzn. Od wielu lat jest to jeden z najlepiej poddających się chemioterapii nowotworów złośliwych. Dzięki zastosowaniu skojarzenia kilku leków u chorego można cofnąć nawet przerzuty do innych narządów.

Lance Armstrong, kiedy w 1996 r. wykryto u niego raka jąder, miał już przerzuty do płuc i mózgu. Przeszedł dwie operacje i chemioterapię, ale został wyleczony.

Takie same przerzuty, do płuc i mózgu, w 2009 r. miał 44-letni wtedy walijski piłkarz John Hartson, który grał między innymi w klubie Arsenal Londyn. On również został wyleczony.

Hamowanie progresji choroby

Kolejnym nowotworem złośliwym, który staje się chorobą przewlekłą, jest rak piersi - najczęściej występujący nowotwór złośliwy u kobiet. Przełom w leczeniu niektórych odmian tej choroby nastąpił w 1998 r., gdy wprowadzono pierwszy lek w tzw. terapii celowanej. Blokuje on w komórkach nowotworowych nadekspresję receptora HER-2 sprzyjającą progresji choroby.

Ta odmiana raka piersi występuje u 20 proc. pacjentek; dawniej była jedną z najbardziej śmiertelnych. Gdy pojawiły się kolejne preparaty blokujące nadekspresję HER-2, systematycznie przedłużano życie kobiet z tą odmianą raka piersi - najpierw o kilka miesięcy, potem o kilka lat. Teraz onkolodzy coraz śmielej mówią, że części pacjentkom z chorobą rozsianą w całym organizmie mogą zapewnić wieloletnie przeżycia.

Podczas kongresu Europejskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej (ESMO), który wrześniu 2014 r. odbył się w Madrycie, dr Sandra Swain z Medstar Washington Hospital Centere w Waszyngtonie przedstawiła wyniki badań klinicznych, z których wynika, że kobietom z przerzutowym rakiem piersi z nadekspresją HER-2 można wydłużyć życie o ponad 56 miesięcy, czyli prawie o pięć lat.

Takie spektakularne efekty daje skojarzenie jednego z tradycyjnych chemioterapeutyków z dwoma lekami celowanymi, hamującymi nadekspresją białka HER-2.

Ta terapia oznacza zmianę sposobu myślenia o leczeniu zaawansowanych chorób nowotworowych. – Chodzi o to, że nie trzeba zniszczyć nowotworu, żeby uratować chorego, wystarczy nie dopuścić do progresji choroby – wyjaśnia prezes Międzynarodowego Towarzystwa Senologicznego prof. Tadeusz Pieńkowski.

Odblokowanie odporności

Nowa strategia w onkologii wykorzystywana jest w leczeniu czerniaka z przerzutami, wyjątkowo groźnego raka skóry. W przypadku tego nowotworu poza terapią celowaną coraz śmielej stosowana jest immunoterapia.

Prof. Paweł Krawczyk z katedry i kliniki pulmonologii, onkologii i laryngologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie wyjaśnia, że jej działanie polega na tym, żeby zaaktywizować układ odpornościowy chorego do walki z komórkami nowotworowymi, które wykształciły mechanizmy pozwalające się przed nim ukryć. Na przykład wysyłają sygnały molekularne blokujące komórki odpornościowe, by te nie mogły ich atakować.

Wprowadzenie immunoterapii znacznie poprawiło przeżywalność chorych na zaawansowanego czerniaka. Gdy byli leczeni tradycyjną chemioterapią, średnio mogli przeżyć jedynie dziewięć miesięcy. Po wprowadzeniu terapii celowanej średnie przeżycia wydłużyły się do 14-16 miesięcy. Po zastosowaniu immunoterapii część chorych żyje ponad trzy lata i jest ogromna szansa, że będą żyć jeszcze dłużej, ponieważ wydaje się, że ta metoda może przez dłuższy czas hamować postęp choroby.

Możesz ocenić ten artykuł: