Na endokrynologa czeka się ponad pół roku, na psychiatrę w poradni leczenia nerwic ponad cztery lata. To nie są dane z pesymistycznych prognoz, lecz rzeczywistość systemu w 2025 roku. Piotr Sochan od lat buduje projekty na skrzyżowaniu medycyny, zdrowia psychicznego i technologii. Odpowiada za debiutujący DoktorPlus, Psycholink - platforme psychomedyczną łączącej pacjentów z psychologami, psychiatrami i psychoterapeutami, a także jest zaangażowany w Halomed. Nie mówi o rewolucji. Mówi o tym, gdzie system pęka i jak projektować usługi, żeby pacjent miał szybszy dostęp bez uszczerbku na jakości i bezpieczeństwie.
Portal rejestrmedyczny.pl gromadzi dane o całym ekosystemie ochrony zdrowia: szpitalach, przychodniach, praktykach, aptekach. Patrząc na te dane z perspektywy operatora kilku platform medycznych, co Pan widzi, czego przeciętny pacjent nie dostrzega?
Widzę przede wszystkim asymetrię informacyjną. Dane w rejestrach są dostępne, zarówno o liczbie lekarzy z aktywnymi numerami PWZ, jak i o placówkach czy udzielanych świadczeniach, ale dla pacjenta pozostają praktycznie nieprzejrzyste. Człowiek, który szuka psychiatry w swoim województwie, rzadko wie, ilu specjalistów ma aktywne prawo wykonywania zawodu w jego regionie i ilu z nich w ogóle przyjmuje w ramach NFZ. Ta luka informacyjna to jeden z realnych problemów dostępności, widoczny jeszcze zanim w grę wchodzą kolejki.
Czego Pana zdaniem najbardziej brakuje polskiej telemedycynie dziś?
Brakuje trzech rzeczy. Po pierwsze standaryzacji procedur. Nie każda platforma prowadzi konsultację tak samo, a pacjent nie ma narzędzia, żeby ocenić jakość procesu klinicznego, zanim skorzysta z usługi. Po drugie transparentności wobec regulatorów i pacjentów. Weryfikacja aktywnego wpisu lekarza w rejestrze PWZ powinna być standardem, nie przewagą konkurencyjną. Po trzecie edukacji. Część pacjentów traktuje teleporadę jak automat, tymczasem jest to pełne świadczenie zdrowotne, obejmujące wywiad, analizę dokumentacji i indywidualną ocenę przypadku.
Jak próbujecie to zmieniać w praktyce? Czym różnią się projekty, które Pan prowadzi?
DoktorPlus.pl to platforma konsultacji lekarskich online. Jest ogólnomedyczna, z naciskiem na dostępność internisty, lekarza rodzinnego i specjalistów tam, gdzie czas oczekiwania w systemie publicznym liczony jest w miesiącach. Psycholink.pl to projekt wyspecjalizowany, platforma psychomedyczna, gdzie pacjent może umówić się do psychologa, psychiatry lub psychoterapeuty, online i stacjonarnie, również poza typowymi godzinami pracy. HaloMed sp. z o.o., gdzie jestem członkiem zarządu, działa w obszarze konsultacji z możliwością e-recepty. Każdy z tych projektów adresuje inny punkt styku między pacjentem a systemem, ale we wszystkich obowiązuje ta sama zasada: decyzja terapeutyczna należy do lekarza i jest wynikiem procesu medycznego, a nie transakcji.
Telemedycyna bywa krytykowana jako "receptomat". Co z tą opinią zrobić?
Ta opinia bierze się z realnych nadużyć, które się zdarzają i które szkodzą całemu sektorowi. Odpowiedzią nie może być odrzucenie telemedycyny jako takiej, lecz podniesienie standardów. Konsultacja lekarska online, przeprowadzona rzetelnie, to wywiad z pacjentem, analiza historii leczenia, indywidualna ocena przypadku, a jeśli istnieją wskazania, także plan leczenia lub przedłużenie terapii. E-recepta jest możliwa wyłącznie wtedy, gdy lekarz stwierdzi ku temu wskazania medyczne. Opłata dotyczy konsultacji, a nie gwarancji dokumentu. Gdy to rozróżnienie znika, problemem staje się nie technologia, lecz etyka i proces.
Jak powinien wyglądać bezpieczny, zgodny z prawem model teleporady?
Kilka elementów jest absolutnie niezbędnych. Przede wszystkim weryfikacja lekarza. Każdy pracujący na platformie musi posiadać aktywny wpis w rejestrze PWZ, sprawdzalny w czasie rzeczywistym. Kolejny element to rzetelny formularz medyczny jako faktyczny wywiad kliniczny stanowiący podstawę decyzji. Następny to pełna dokumentacja, tak jak przy wizycie stacjonarnej. I wreszcie jasna komunikacja z pacjentem. Jeśli lekarz po przeprowadzeniu wywiadu oceni, że wskazania nie istnieją, odmowa wystawienia e-recepty jest przejawem odpowiedzialności, a nie usterką systemu.
Gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy?
Polska telemedycyna jest dziś zestawem równolegle działających usług, bez wspólnej ścieżki pacjenta i bez wymiany danych z systemem stacjonarnym. To jedna z największych luk do wypełnienia. Dane gromadzone w rejestrach medycznych mają potencjał, żeby stać się realnym narzędziem planowania dostępności, a nie tylko sprawozdawczości. Jako przedsiębiorca działający jednocześnie w obszarze konsultacji ogólnomedycznych, zdrowia psychicznego i e-recepty widzę, że każdy z tych segmentów ma inne bolączki, ale wspólny mianownik pozostaje ten sam: pacjent potrzebuje systemu, który działa szybko, transparentnie i bezpiecznie. Nad tym właśnie pracujemy.
Co musi się stać, żeby telemedycyna działała dobrze?
W debacie o telemedycynie łatwo utknąć w skrajnościach: albo "zbawienie systemu", albo "receptomaty". Prawda jest mniej efektowna i bardziej użyteczna. Telemedycyna jest narzędziem, które działa tylko wtedy, gdy trzyma standardy medycyny oraz kiedy pacjent rozumie, na czym polega konsultacja, a na czym nie polega. Jeśli chcemy realnie poprawić dostępność, potrzebujemy wspólnych reguł gry: standaryzacji procedur, transparentnej weryfikacji lekarzy i edukacji użytkowników. W tym kierunku da się robić postęp bez wielkich słów, konsekwentnie, mierzalnie i bez obiecywania cudów.
Komentarze (0)